Partner serwisu

Polska kuchnia ma wielki potencjał. Otwieramy jadłodajnię z polskim menu

Polska kuchnia ma w sobie wielki potencjał. Choć restauracji, barów opartych na takich potrawach nie brakuje, to nadal rozwiązanie na niezły pomysł na biznes. Zwłaszcza jeśli planujemy stworzenie małego lokalu z praktycznymi, a równocześnie niedrogimi daniami. Polscy konsumenci nadal chętnie sięgają po: tłuste golonki, racuchy, pierogi (zwłaszcza te z mięsem i solidną okrasą) lub karkówki z gęstym, apetycznym sosem...

 

Na skutek przestawienia się części konsumentów na zdrową żywność fast foody przeżywają pewien regres, jednak łatwo zauważyć sukcesy np. sieci Fresh Marketów czy restauracji Green Way. Mimo to polska kuchnia wciąż stanowi ciekawą alternatywę dla rodzimych konsumentów, ale również turystów. Z rozmów z restauratorami wynika, że stanowią oni pokaźną grupę gości, którzy chętnie "wpadają", zwłaszcza na polskie pierogi lub kosztują innych specjałów naszej kuchni.

Wiejskie jadło, naleśnikarnie i pierogarnie

  pierogi Szczecinskie jadlo

Dobra polska kuchnia nie może obejść się bez pysznych pierogów. Fot. Szczecińskie jadło

W każdym mieście z nieco bardziej pomysłowymi przedsiębiorcami nie brakuje pierogarni czy naleśnikarni. Te ostatnie cieszą się na tyle dużym powodzeniem, że ich założyciele - z dobrym skutkiem, budują sieciówki jak: Happy Pancake czy Manekin. A wszystko oparte na dwóch podstawach - polskich pierogach i naleśnikach. Lokale z polskimi daniami kryją się pod swojsko brzmiącymi nazwami jak: "Wiejska kuchnia" czy "Chłopskie Jadło". Jedna z nich - Restauracja "Wiejskie Jadło", działająca na poznańskim Starym Rynku, serwuje takie specjały jak: oscypek prażony z brusznicą czy leśnie grzyby w śmietanie lub zestaw dań z wieprza.

Jak widać równie ważne jak same dania jest dobór nazw dla podkreślenia rodzaju kuchni i tworzenia odpowiedniego klimatu. "Wiejskie Jadło" znane jest też z organizowania wieczorów dla grup klinetów, dla których przewidziana jest specjalna oferta. Dania podawane są w drewnianych półmiskach, z drewnianymi łyżkami i widelcami wbitymi w mięsiwa. Cały lokal stylizowany jest na średniowieczną lub jak kto woli chłopską karczmę. Lokalizacja na poznańskim rynku z pewnością sprzyja zdobywaniu klientów. Warto pamiętać, że ta ostatnia to klucz do udanego biznesu.

Dwa "Szczecińskie Jadła"

  golonka 800px-Galicijska_golonka Brak golonki w karcie polskich dań, byłaby obrazą dla podniebienia prawdziwego amatora takiej kuchni. For. Wikimedia

Nie zawsze podejście do polskiej kuchni musi oznaczać inwestycję w wielką restaurację. Na rynku jest wiele jadłodajni i barów, gdzie głównymi daniami są polskie specjały, najczęściej bigos, flaki czy żurek. Jednym z nich jest "Szczecińskie jadło" , jak zdradza główna manager pomiędzy jadłodajnią a restauracją. Firma działa od 2009 r. Dlaczego właściciele postawili na polskie menu?

- Ta kuchnia jest nam najbliższa i najbardziej znana - mówi Agnieszka Makowska, manager dwóch punktów "Szczecińskiego Jadła". - Stwierdziliśmy, że nie będziemy lansowali się na obieżyświatów, serwując kuchnie obce nam kulturowo np. chińską czy tajską. Postawiliśmy na potrawy, które każdy z nas dobrze zna. M.in. z tego powodu reklamujemy się hasłem "domowe obiady".

Dodajmy - ma to również praktyczny wymiar, gdyż dzięki łatwemu dostępowi do produktów osiągane są przystępne ceny.

Codzienna zmiana menu

  Żurek_w_chlebku Żurek wszyscy dobrze znamy, a jednak takie danie w pysznym, chlebie z pieca, to wciąż nieczęsty widok w rodzimych restauracjach. Fot. Wikimedia -

Naszymi klientami są głównie mieszkańcy okolicy, dla których gotujemy niemal codzienne dania ? stwierdza pani Agnieszka. Stawiamy głównie na zupy, ale nasze dania uzależniamy od wymagań gości i sezonu. Bywa, że mamy flaki albo zupę gulaszową, ale zdarza się tak jak w tym sezonie, że serwujemy chłodnik, zupę warzywną lub barszcz czerwony z ziemniakami. Czasem przygotowujemy codziennie inny zestaw zup. Chcemy, aby nasze potrawy były treściwe, a jednocześnie różnorodne. Dbamy o uznawanie ich za restauracyjne. To ostatnie chyba nam się udaje, gdyż klienci czasem mówią, że ich jakość jest nawet wyższa. Co prawda ceny w menu są przystępne, ale nie przygotowujemy dań za przysłowiowe 10 zł. Lokal oferuje też dania na wynos. W sumie jedna i druga jadłodajnia dysponuje 15 miejscami. "Szczecińskie Jadło" w obu lokalach zatrudnia 11 osób. Także wystrojem budynku starano się nawiązać do regionalnego folkloru. Ściany ozdobiono starymi fotografiami, nawiązującymi do historii Szczecina. Często są to biało - czarne zdjęcia, z którymi wiąże się pewna historia. Nastrój nadają podkreślone fugami ceglane ściany i odpowiednio dobrane meble.

Spore nakłady i walka z urzędami

Jak mówi Agnieszka Makowska, taki lokal wymaga sporych nakładów w sprzęt kuchenny (wymagało "obłędnych pieniędzy"), remonty budynku i w ogóle przeprojektowania go. Pracownicy mieli do dyspozycji czyste, gołe ściany. Konieczne było wytyczenie nowych pomieszczeń, zaplanowanie wentylacji, która jest bardzo istotna w takiej działalności. Tym jednak zajęła się wynajęta firma zewnętrzna. Najtrudniejsze było jednak spełnienie wszystkich wymogów formalnych. To ostatnie choć trudne, nie trwało jednak długo.

- Musieliśmy zacząć od znalezienia odpowiedniego miejsca, co się udało. Łatwo nas znaleźć - dodaje manager. - Decyzję o pierwszym lokalu ułatwiał nam brak lokali gastronomicznych w pobliżu. Teraz zmieniło się to diametralnie. Na szczęście dbamy o wysoką jakość, co powoduje, że konkurencja nie wpłynęła znacząco na kondycję finansową naszych restauracji. Oczywiście musieliśmy spełnić wszelkie standardy: załatwić formalności w gminie, Urzędzie Skarbowym, ale przede wszystkim spełnić wymogi sanepidu. Konieczna była też zgoda Inspektora Nadzoru Budowlanego i ekspertyza projektowa. Mogę dziś powiedzieć, iż zdobycie wszelkich zgód ze złożeniem dokumentacji w przypadku pierwszego lokalu zajęło nam trzy miesiące, a w przypadku drugiego dwa. Co ciekawe koszty rozłożyły się równomiernie - tyle samo pieniędzy pochłonął zakup sprzętu, co sporządzenie dokumentacji.

Do odważnych świat należy

Pracownicy "Szczecińskiego Jadła" przyznają, że nieuczciwość przy serwowaniu dań "wychodzi od razu", dlatego starają się, by ich klienci wstając od stołu odchodzili zadowoleni. Można już mówić o rynkowym sukcesie restauracji. W krótkim czasie od powstania pierwszego lokalu otworzono drugi. Oba cieszą się dużym wzięciem. Trzeba jednak pamiętać, że jak każdy biznes gastronomiczny, inwestycja taka wiąże się z pewnym ryzykiem. Wynika to m.in. z dużych nakładów, które trzeba ponieść na starcie. Trzeba liczyć się z tym, że jeśli źle wybierzemy najważniejsze - miejsce lokalu i nie trafimy w grupę docelową, interes może szybko "pęknąć", jak przysłowiowa bańka mydlana. Dobrze zatem wszystko dwa razy przemyśleć, by nie skończyło się stratami i? wielkim zawodem.  

Dania "Szczecińskiego Jadła"

Na stronie firmy czytamy:

"Produkcja naszych potraw odbywa się tylko ze świeżych produktów, z zastosowaniem tylko i wyłącznie tradycyjnych ziół i przypraw, nie znajdą też tu Państwo chemicznych polepszaczy smaku i zapachu. Kiszenie ogórków lub kapusty, produkcja dżemów odbywa się według naszych, rodzinnych receptur. Z domów naszych rodziców oraz ze starych zeszytów z przepisami czerpiemy inspiracje dla naszych dań. "Szczecińskie Jadło"  BANDURSKIEGO ul. Bandurskiego 96/BO/01/2 tel. 91 333 10 20 "Szczecińskie Jadło" - KADŁUBKA ul. Kadłubka 39 tel. 91 30 70 771

Sposób na klienta  "polski żurek"

Restauracja "Pod Kogutem" w Elblągu żurek w chlebie ma od ok. trzech lat. W Elblągu coraz więcej restauracji, także tych hotelowych (np. Hotel Elbląg, Pub "Specjał") serwuje polskie specjały, zwłaszcza żurek w chlebie, który tak podany świetnie spełnia się jako reklamowy specjał.

- Jak najbardziej serwujemy polskie potrawy. Jedną z nich jest żurek, który podajemy w świeży, gorącym pieczywie - oznajmia z uśmiechem Grażyna Orzechowska, szefowa Restauracji "Pod Kogutem" w Elblągu. - W nieco mniejszym chlebie serwujemy borowiki w śmietanie. Aby podać zupę w chlebie musi być spełniony jeden warunek - zupa musi być gęsta. Dlatego w ten sposób można przygotować także zupę gulaszową i odmiany barszczu albo nawet bigos. Klienci, gdy widzą chleb wyciągany z pieca (wcześniej drążymy go, a w piecu podgrzewamy by był chrupiący), do którego wlewana jest zupa od razu proszą o to danie. Najlepszy do żurku jest chleb żytni lub pszenno - żytni. Bywa, że w miesiącu sprzedajemy 20, a bywa, że 40. Dużo lepiej jest w sezonie.

Katalog Franczyz

Sprawdź gotowe pomysły

Web Analytics google-site-verification: google3bcd9892e1b8f2dc.html