Partner serwisu

Pomysł na biznes i życie, czyli łowisko pełne ryb

Własny pomysł na biznes można zrealizować  w tradycyjny sposób, np. wędkując. Jak podaje dziennik łódzki  Pan Marcin Szewczyk od 8 lat prowadzi łowisko "Wyspa" w Wojsławicach koło Zduńskiej Woli. Powierzchnia pięciu stawów przekracza7 ha.

Kiedy kupował gospodarstwo i kilka stawów, była to kompletna ruina. Dziś zjeżdżają się tu miłośnicy wędkowania z całej Polski. Dodatkowym atutem tego miejsca jest wyspa, na której znajdują się ruiny XVI-wiecznego zamku.

Budowli towarzyszy aura tajemniczości. Historycy wiedzą niewiele na jej temat. Ustalono, że pochodzi z połowy XVI w. Inicjatorami powstania zamku mieli być przedstawiciele rodu Wężyków. Mówi się także, że pod wyspą biegnie tajemniczy tunel wiodący z pobliskiego pałacyku.

Ruiny znakomicie wkomponowują się we współczesną scenerię. Na wyspie pojawił się niewielki, ale znakomicie wyposażony domek kempingowy. Obok usytuowane są miejsca na ognisko, grill.

Jest też żuraw, na którym można podwiesić garnki, by ugotować w nich strawę ze złowionych ryb. Niektóre ważą po kilkadziesiąt kilogramów. Wędkarze powinni jednak pamiętać, że po wyciągnięciu takiego olbrzyma i zrobieniu zdjęcia muszą oddać go wodom okalającym wyspę.

Wędkarz i pracownik Paweł Szewczyk wyjaśnia, że są to tzw. stawy emerytalne. Wędkarze mogą zatrzymać tylko ryby, których waga nie przekracza 3 kg. Pozostałe wypuszczane są do stawów i tam dokonują żywota. A mogą żyć nawet 20 - 30 lat. Stąd biorą się ich rozmiary.

Największy sum wyłowiony w Wojsławicach ważył ponad 50 kg i mierzył 180 cm. Niejeden łowiący stracił już swoje wędki. Dobry sprzęt kosztuje co najmniej kilkaset złotych. Wystarczy odrobina nieuwagi, wędka zostaje wciągnięta pod wodę. Szanse na jej odzyskanie są małe.

- Duże ryby, takie jak sumy kopią pod wyspą jamy. Robią tam gniazda i się w nich chowają. Nawet razem z wędką - przestrzega pan Marcin.

Wojsławickie akweny to stawy przepływowe. Ryby mają tam znakomite warunki. To m.in. dlatego, że woda jest dobrze napowietrzona. W znacznej mierze są w stanie samodzielnie się wyżywić. Nie zmienia to faktu, że trzeba je też dokarmiać.

- Daję im pszenicę, kukurydzę. Mają naturalne witaminy. Ryby są zdrowe i ich nie brakuje. Wędkujący biorą to pod uwagę. Zadowoleni są, że mogą u nas łowić - cieszy się Paweł Szewczyk.

Praca na łowisku nigdy się nie kończy. Jest co robić latem i zimą, w dzień i w nocy. Sezon zaczyna się w marcu. Trwa dopóki wody w stawach nie skuje lód.

- Wtedy zabieramy się za prace porządkowe, pielęgnacyjne. Trzeba przycinać drzewa, naprawiać różne urządzenia - wylicza pan Paweł.

źrodło: www.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl

Katalog Franczyz

Sprawdź gotowe pomysły

Web Analytics google-site-verification: google3bcd9892e1b8f2dc.html