Partner serwisu

Pieczone kasztany - pomysłem na biznes

? Kasztany pojawiały się ?na krakowskim bruku" w czasach pokoju i dobrobytu, kiedy wiele osób mogło sobie na nie pozwolić. Po II wojnie światowej przywrócenie tej tradycji nie powiodło się. Władza ludowa uznała, że jest to niepotrzebny, kosztowny zbytek ? mówi Grzegorz Walczak, jeden ze współwłaścicieli firmy ?Pan Kasztan? sprzedającej pieczone kasztany. Studencki pomysł na zarobienie pieniędzy okazał się całkiem niezłym pomysłem na biznes.

  Grzegorz Walczak i Marcin Gołąbek nazywają siebie ?maroniarzami?. ? Tak mówiono na osobę, która piekła i sprzedawała kasztany. A, że chcemy podtrzymywać tę piękną tradycję, to posługujemy się również tą nazwą ? mówi Gołąbek.  

?Po studiach stwierdziliśmy, że trzeba się czymś zająć?

  Kraków obok Lwowa był jednym z czołowych miast Galicji, w których sprzedawano jadalne kasztany. W okresie międzywojnia można je było kupić m.in. w Rynku Głównym i na Plantach, głównie w okresie jesienno-zimowym. Kolejny sezon ?na kasztany" zapowiadano w Ilustrowanym Kurierze Codziennym, pojawiały się tam nastrojowe teksty i wierszyki okolicznościowe. ? Udało nam się ustalić nazwisko jednego z pierwszych polskich maroniarzy. Pojawia się ono właśnie w Kurierze z 1911 roku. To był Feliks Borkowski ? tłumaczy Gołąbek. Pomysł na biznes z wykorzystaniem kasztanów jak przyznaje narodził się bardzo spontanicznie. ? Mieszkałem przez chwilę we Francji, znałem smak kasztanów i gdy wróciłem do Polski przywiozłem je ze sobą. Grzesiek bywał u ciotki w Austrii, gdzie też próbował kasztanów. Po studiach stwierdziliśmy, że trzeba się czymś zająć. Traf chciał, że otworzyliśmy szafkę z kasztanami i pomyśleliśmy, że może właśnie to jest jakiś pomysł ? opowiada.  

?Wybuchowe skorupki?

  Początki jak przyznaje nie należały do najłatwiejszych. ? Gdy zaczęliśmy je piec w piekarniku, zaczęły wybuchać. Metodą prób i błędów doszliśmy do tego, że przed pieczeniem trzeba je po prostu ponacinać aby dobrze się piekły, a potem obierały ze skorupki ? śmieje się Gołąbek. Po opanowaniu procesu pieczenia, przyszedł czas na sprzęt. Tak powstał ?Pan Kasztan?, czyli czarny, mały parowozik. Dziś jest ich już kilka. Dwa pieką kasztany na warszawskim Placu Wilsona i rondzie de Gaulle?a, dwa w Krakowie na Małym Rynku i Placu Nowym na Kazimierzu. Niebawem dołączy do nich parowóz w Słupsku. ? Mamy coraz więcej pytań o nasze kasztany i parowozy. Wiele osób jest zainteresowanych współpracą z nami, pojawiamy się też na różnego rodzaju imprezach okolicznościowych ? mówi Gołąbek.  

Dla kulturystów i po dentyście

  pieczone kasztany ?Pan Kasztan? czasem idzie na rekord. ? Podczas jednej z imprez w ciągu trzech dni udało nam się upiec ok. 70 kilogramów kasztanów ? mówi Walczak. Skąd sprowadzany jest produkt? ? Mieliśmy już kasztany z Gruzji, Hiszpanii, Chile. Teraz czekamy na dostawę z Włoch. Najsłodsze są te z Hiszpanii, ale musimy na nie poczekać jeszcze kilka tygodni, żeby były dobre i dojrzałe ? wyjaśnia Gołąbek. Wśród stałych klientów są m.in. kulturyści. ? Dzięki dużej zawartości białka i małej tłuszczu kasztany stanowią idealną przekąskę dla osób uprawiających sport. Wysokowartościowe węglowodany dodają sił do treningu, a kasztany same w sobie pomagają zbudować tkankę mięśniową wspomagając efekty ćwiczeń. Poza tym mamy swoich stałych klientów, niektórym z nich jedzenie kasztanów zalecają lekarze. Przez kilka tygodni bywał u nas mały chłopiec, dla którego rożek z kasztanami był nagrodą po wizycie u dentysty ? opowiada Gołąbek. Standardowa porcja to wydatek rzędu 12 złotych. W ofercie już niedługo pojawią się też kremy z kasztanów. ? Metodą prób, bo mieliśmy już kasztany z chilli, papryką, czy miodem, doszliśmy do tego, że najlepiej sprzedają się te lekko oprószone solą ? dodaje. żrodło:tvp.info

Katalog Franczyz

Sprawdź gotowe pomysły

Web Analytics google-site-verification: google3bcd9892e1b8f2dc.html